G jak GLIMMERY
GLIMMERY- błyski, chwile zadowolenia, mikrozachwytu, radości, przepływu… Ciało reaguje na nie odprężeniem, układ nerwowy spokojem a nastrój poprawą.
Glimmery a triggery
Glimmery to przeciwieństwo TRIGGERÓW, czyli bodźców percepowanych przez nasz UN, jako zwiastuny zagrożenia, wzbudzające w ciele i umyśle czujność, napięcie, zawężenie pola percepcji i opcjonalnie – przyczyniające się do spapranie nam nastroju na długie godziny, dni a czasami całe tygodnie..
Dalej już bez niespodzianek – nasze mózgi namiętnie romansują z triggerami: wypatrują ich, pielęgnują i odświeżają pamięć o nich przy każdej sposobności, natomiast w pogardzie mają glimmerowską moc czynienia nas szczęśliwymi, zdrowymi, rozluźnionymi i ufnymi..
Ta negatywistyczna skłonność naszego mózgu, to ewolucyjna konieczność, obudowana sporym zapleczem nienaruszalności w mózgowym oprogramowaniu. Jednak, jako istoty obdarzone umiejętnością podejmowania decyzji, możemy ZDECYDOWAĆ nadać glimmerom, rolę bardziej dystyngowaną i równouprawnioną.
Eksperymentowanie w dziedzinie glimmerów
Klinicystka, Deb Dana, twórczyni pojęcia GLIMMERÓW, entuzjastka praktycznego wykorzystywania badań nad właściwościami nerwu błędnego i teorii poliwagalnej w ogóle, zachęca do nawigowania po układzie nerwowym.
Eksperymentowanie w tej dziedzinie może zaskoczyć, a nawet wprawić w zdumienie. Najważniejsze jest jednak to, że może również swoimi mikro-ruchami, zmienić makro-stany życia.
Czego potrzebujemy?
- UWAŻNOŚCI, która pozwoli nam zlokalizować, ujawnić, uaktywnić kafeterię naszych OSOBISTYCH glimmerów,
- cierpliwości do upartego nadawania im znaczenia i smakowania ich wyjątkowości,
- wytrwałości tudzież odwagi, do odkrywania nowych doznań i stanów o potencjale czynienia nas rozluźnionymi, zadowolonymi, doceniającymi możliwości pojawiające się w chwili, która właśnie trwa… Jak teraz…,
- ludzi, którzy poproszeni, podpowiedzą nam, gdzie widzą nasze zasoby i mocne strony, zwrócą nam na nie uwagę, zaznaczą życzliwie, w czym tkwi nasza niezwykłość, co pozwoli nam zatrzymać się w rutynie, i pomyśleć: “o kurcze…- ale ze mnie fajny/zdolny/wyjątkowy/przydatny/ważny dla innych/inspirujący, gość/babka),
- oraz notatnika, w którym umieścimy te ujawnione, odkryte w zakurzonej codzienności perełki, by wracać do nich i korzystać z ich potencjału, umożliwiającego nam nawigowanie po UN,
- a później to już matematyka proporcji… – ile trzeba włożyć na jedną szalę, by druga w danym dniu nie pieprznęła o beton… wraz z naszym nastrojem i wolą życia.
Najlepsze jest w tym to, że, by przełączyć się w dobroczynny stan działania nerwu brzusznego, nie musimy doświadczać realnie, możemy doświadczać mentalnie. Wystarczy, że w sytuacji obniżenia nastroju lub niepokoju, wyobrazimy sobie, czyli pokażemy mózgowi- uspokajające obrazy, takie jak twarz kogoś, kogo kochamy, widok nieba w rozgwieżdżoną, letnią noc, zieleń i zapach lasu, słowa dowcipnego komentarza, itd… by uruchomiona została reakcja odprężenia.
Mikroterapia glimmerami
To, co w osobistej mikro terapii glimmerami cenię sobie w sposób niemal równy z bałwochwalstwem, to jej szybkość i prostota zastosowania. Nie muszę w chwili spadku nastroju organizować sobie kąpieli ze świecą i zapachem lawendy, nie muszę szukać kogoś do przytulenia, nie muszę iść na spacer, nie muszę oddychać po kwadracie (wszystko to, oczywiście mogę…), ponieważ jako osoba z deficytem koncentracji i uwagi, w chwilach spadku, czuję się zmęczona na tyle, że zwyczajnie jedyne co mogę robić, to siedzieć i patrzeć w jeden punkt na ścianie. Teraz mogę na ścianie mentalnie wyświetlać krótkie obrazy z różnorodnie złapanych glimmer i pozwalać, by biologia zrobiła swoją robotę za mnie, w optymalnym tempie. I żeby nie było… – dzięki temu zabiegowi, później właśnie, mam siłę na spacer a nawet przygotowanie kąpieli lub wartościowego talerza, ku rozkoszy kubków smakowych.
Moja kolekcja glimmerów
Niżej zamieszczam uchwyconą dziś, podczas porannej kawy, pokaźną kolekcję moich osobistych GLIMMERÓW w jednym zdjęciu:
- kolory – jakimś cudem pomalowałam kiedyś ściany swojego salonu na kolor czarny z akcentami indygo – postawienie w nim wyrazistych kolorów w wazonie, to prawdziwa radość dla oczu i umęczonej czernią duszy,
- jako ADHDowiec nie jestem w stanie siedzieć w sposób przyjęty za poprawny czy normalny, zatem siedzę dokładnie tak, jak potrzebuje moje ciało (stąd rzadko noszę sukienki) i doceniam wówczas tę swobodę całą sobą,
- rozmowa – moment, w którym wylogowuję się ze swoich spraw i powinności i włączam zaciekawienie drugim człowiekiem i komunikacją poza słowami – bez etykietowania witam kolejne stany, odczucia i ochoty..
- kawa pita z filizanki Magda Beneda – prezentu, to duet glimmerów o mocy radości i wdzięczności w jednym.
- obraz zatytułowany NOWA ŚWIADOMOŚĆ, prezent od młodego artysty, zafascynował mnie, moich Klientów i znajomych… w którym zawsze pojawia się to, czego potrzebuje oglądający..
- no i smak truskawek…. tego tłumaczyć nie trzeba..
Im więcej przepracowanych niepokojów i trudnych zdarzeń z przeszłości, im wyższa świadomość, tym mniejsza czujność układu nerwowego i więcej przyzwolenia na radość i pogodne percepowanie doświadczeń.
Warto. Przede wszystkim jednak warto, znaleźć swój własny klucz na fajne życie…

Dodaj komentarz